piątek, 29 stycznia 2016

Styczniowy miks zdjęciowy

Koniec miesiąca oznacza tylko jedno - miks zdjęciowy z całego miesiąca a więc zapraszam Was na styczniowy miks zdjęciowy. Czasami jest tak, że w danym miesiącu dzieje się tak dużo, że na koniec nie pamiętamy dokładnie co robiliśmy, albo przeciwnie, dzieje się mało i wydaje nam się, ze nic fajnego nie robiliśmy w tym miesiącu a dopiero zdjęcia pokazują nam, że jednak było coś fajnego :) I za to właśnie uwielbiam miksy zdjęciowe - za to, że mogę sobie przypomnieć co spotkało mnie dobrego i pozytywnego ( jeżeli oczywiście nie zapomniałam zrobić zdjęcia :))
Pizza is always a good idea :)
Ale zawsze też jest czas na kawkę i dobre ciacho :)
 W tym miesiącu zjadłam pierwszą Kinder Niespodziankę od x lat i znalazłam fajną figurkę
 Wiosenne kanapeczki w środku zimy
Zima, zima
 Lubię takie wieczory
Płytki w mojej przyszłej kuchni :)
 Pyszne, szybkie i proste obiady :)
 W styczniu miałam urodziny, moi bliscy zaskoczyli mnie przyjęciem niespodzianką i górą prezentów :)
Nie był taki zły ten styczeń, choć wydawało się, że nie będzie dla mnie łaskawy. Oby tak dalej! :)

Podobały Wam się moje zdjęcia? Mam nadzieję, że tak :) Czekam na Wasze komentarze ♥ I zachęcam Was do polubienia mojego facebooka - klik, będzie mi bardzo miło :)

Buziaki, Margaritess. :)

środa, 27 stycznia 2016

Cztery książki w styczniu

Dzisiaj przychodzę do Was z mini recenzjami książek, które udało mi się przeczytać w styczniu. Jak wiecie bardzo lubię czytać, ale nie zawsze czas pozwala mi czytać tyle, ile bym chciała. Poza tym nie zawsze mogę sobie pozwolić na zakup nowej książki a nie mam za bardzo od kogo pożyczać, więc zdarzają mi się okresy, że nie przeczytam nic przez miesiąc lub dwa. Ale w styczniu udało mi się przeczytać cztery książki, więc myślę, że to całkiem dobry wynik. Wychodzi jedna książka tygodniowo :) Postanowiłam, że dzisiaj podzielę się z Wami moją opinią na temat tych książek.
Cztery książki w styczniu
Zabiła. Taki zarzut usłyszała Miranda Wood, kiedy w jej własnej sypialni znaleziono zakrwawione ciało byłego kochanka Richarda Tremaina. Obok zwłok leżał nóż kuchenny, którym zadano ciosy. Podejrzane jest również to, że ktoś anonimowo wpłaca za nią sporą kaucję.
Miranda musi udowodnić swoją niewinność, mimo że wszystko świadczy przeciwko niej. Walcząc o dobre imię, odkrywa krok po kroku mroczną sieć kłamstw, szantażu i korupcji.
Ale jest ktoś, kto zrobi wszystko, żeby prawda nie wyszła na jaw. Im bardziej Miranda zbliża się do rozwiązania zagadki, w tym większym jest niebezpieczeństwie. W końcu sama staje się celem mordercy.
Pierwszą książką jaką udało mi się przeczytać była "Osaczona" Tess Gerritsen. Książka jest bardzo wciągająca, nieprzewidywalna i po prostu ciekawa. Do ostatniej strony nie domyślałam się kto jest mordercą i co nim kierowało. Dodatkowo wplata się tu wątek romansu i intryg. Książka godna polecenia!
Cztery książki w styczniu
Kolejną książką była "Tajemnica Pani Ming" Eric-Emmanuel Schmitt. 
Pani Ming, mądra, serdeczna kobieta, uwielbia opowiadać o dziesięciorgu swoich dzieci. Liczna rodzina zdaje się być jej całym światem. Główny bohater, przyjezdny z Europy, odwiedzający współczesne Chiny, jest zafascynowany jej osobą. Wiedziony ciekawością postanawia odkryć największy sekret pani Ming, dowiedzieć się, co kobieta skrywa za fasadą swoich poruszających, choć niewiarygodnych opowieści.
W swojej nowej książce Schmitt z właściwą sobie wrażliwością jeszcze raz dotyka najskrytszych tajemnic ludzkiej duszy, mistrzowsko odmalowuje emocje, o których najtrudniej jest mówić. 

Bardzo ciekawiła mnie ta książka i nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Książka jest dość wciągająca, króciutka i szybko się ją czyta. Przepełniona jest mądrościami i aforyzmami. Ukazuje wartości rodzinne, jednak myślałam, że będzie ona trochę "głębsza". Warta przeczytania, ale nie sądzę, że wniesie coś nowego w Wasze życie. 
Cztery książki w styczniu
Najbardziej w tym miesiącu moją uwagę przyciągnęła "Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins.
Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów.
Zaczyna się jej nawet wydawać, że zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa jak oni.
I nagle widzi coś wstrząsającego. Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza.
Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Teraz się przekonają, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu. 


Książka jest bardzo wciągająca, nie mogłam się od niej oderwać. Do końca utrzymuje czytelnika w niepewności, co rusz ukazując nowe fakty. Napisana jest w perspektywy kilku bohaterów - Rachel, głównej bohaterki oraz dwóch innych kobiet, ale nie chcę zdradzać jakich, bo to już musicie przeczytać same :) Bardzo polecam przeczytanie tej książki!
Cztery książki w styczniu
Ostatnią książka, którą udało mi się przeczytać w styczniu jest "Byłam tu" Gayle Forman. 
Ta przejmująca do głębi powieść jest historią Cody Reynolds, zmagającej się z samobójstwem najlepszej przyjaciółki. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: "czemu Meg odebrała sobie życie?" rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też do granic samopoznania i na spotkanie z wielkim niebezpieczeństwem.
Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację ze wspaniałą, charyzmatyczną Meg – ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie. Gayle Forman w najwyższej formie znów pisze o najistotniejszych życiowych problemach nie tylko młodych ludzi.

Książka bardzo trudna, ale wciągająca. Niesamowicie mi się podobała. Niby opowiada o nastolatkach, ale porusza poważne problemy takie jak śmierć, samobójstwo i wybaczenie. Nikt nie chciałby przeżywać tego, czego doświadczyła główna bohaterka. Dodatkowo poczucie winy każe jej dowiedzieć się czemu jej przyjaciółka się zabiła i dlaczego ona niczego nie zauważyła. Książka godna polecenia!


Każda z tych książek przypadła mi do gustu i zachęcam Was do ich przeczytania.

A może czytałyście te książki i macie o nich jakieś zdanie? Co ciekawego teraz czytacie?

Pozdrawiam, Margaritess. :)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Najlepsze na świecie muffiny czekoladowe

Bardzo lubię gotować, ale chyba jeszcze bardziej lubię piec. Muffiny/babeczki to idealny wypiek jeżeli chcecie się nauczyć piec, ale jest to też fajna przekąska na imprezę czy uroczystość rodzinną. Są małe, więc nie zapychają tak jak kawałek ciasta. Przepisów na muffiny czekoladowe jest mnóstwo, ale ja wypracowałam sobie swój. Moje muffiny są bardzo kakaowe z kawałkami czekolady w środku. Gwarantuję Wam, że są to najlepsze na świecie muffiny czekoladowe :)
Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2-3 łyżki kakao
1/2 szklanki oleju
1 szklanka mleka
1 jajko
tabliczka czekolady: gorzkiej, mlecznej, białej lub pół na pół

Wymieszać wszystkie suche składniki, czyli mąkę, cukier, proszek do pieczenia i kakao. Następnie dodawać po kolei mokre składniki: olej, mleko i jajko i wszystko razem wymieszać. Dodać pokrojoną w kostkę czekoladę i zmieszać. Ciasto nakładać po 2-3 łyżki do foremek. Piec około 15-20 minut w 200 stopniach Celsjusza.
Prawda, że proste? Muffiny są pyszne, mocno czekoladowe i słodkie. Możecie je udekorować tak jak ja :) Miały być reniferki, ale jedni mówią, że to myszki a inni, że misie. Obojętnie jak je nazwać, myślę, że wyglądają całkiem fajnie i oryginalnie i wywołują zainteresowanie dzieci :)
Krem zrobiłam z serka mascarpone i białej czekolady. Rogi to precelki, nosek to draże kokosowe a oczka to srebrne perełki. Ale możecie zrobić je bez dekoracji, abo użyć samego kremu, lub posypać go jeszcze wiórkami kokosowymi.

Zachęcam Was do ich spróbowania :)

Jak podobają Wam się moje babeczki? :)

Pozdrawiam, Margaritess. :)

środa, 20 stycznia 2016

Lirene, Peeling ujędrniający MANGO

Jakiś czas temu skusiłam się na nowość Lirene, żurawinowy peeling do ciała, o którym pisałam Wam TU i z którego byłam bardzo zadowolona. Później skusiłam się na inną jego wersję, a mianowicie na peeling ujędrniający z mango. Nie miałam w planach robić o nim wpisu na blogu, ponieważ wydawało mi się, że będzie on taki sam jak ten żurawinowy a jedyną różnicą będzie zapach. Pomyliłam się, bo peelingi różnią się od siebie i dlatego postanowiłam o nim napisać.
Lirene, Peeling ujędrniający MANGO
Skład: Aqua (Water), Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Triethanolamine, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Hydroxyethylcellulose, Sodium Salicylate, Disodium EDTA, PEG-70 Mango Glycerides, Glycerin, Disodium Adenosine Triphosphate, Carica Papaya (Papaya), Fruit Extract, Sodium Hydroxide, Algin, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Limonene, CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 16035 (FD&C Red No. 40)
Lirene, Peeling ujędrniający MANGO
Peeling mango pachnie bardzo przyjemnie, orzeźwiająco i cytrusowo. Konsystencja peelingu zbliżona jest do tego żurawinowego, jest dość gęsta, żółta, nie spływa z ciała i dobrze się rozprowadza. Posiada dość sporo grubych i mocnych drobinek ścierających, ale moim zdaniem ten peeling jest słabszy od żurawinowego. 
Lirene, Peeling ujędrniający MANGO
Dobrze ściera martwy naskórek, ale nie jest to mocny zdzierak. Niestety pozostawia tłustą warstwę na skórze, której ja bardzo nie lubię. Ogólnie ten peeling jest dość tłusty, no i jeszcze ta lepka powłoczka... Skóra po nim jest wygładzona, gładka, ale nie zauważyłam jakiegoś szczególnego nawilżenia a już na pewno nie ujędrnienia. Ale nie oczekuję od peelingu tego, ze ujędrni moją skórę.
Lirene, Peeling ujędrniający MANGO
Peeling ujędrniający MANGO z Lirene dobrze ściera martwy naskórek i spełnia swoją funkcję, ale dla mnie jest troszeczkę za słaby i nie pasuje mi tłusta powłoczka, która po nim pozostaje. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu wersja żurawinowa. Na pewno skuszę się jeszcze na wersję kokosową. Peeling ma 200 ml i kosztuje około 14 zł.
Lirene, Peeling ujędrniający MANGO
Podoba mi się szata graficzna tego peelingu, soczyste mango kusi z półki sklepowej :) Zresztą każdy peeling z tej serii ma ładne opakowanie.

Używałyście tego peelingu? Jakie macie o nim zdanie?

Pozdrawiam, Margaritess. :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk o lekkiej konsystencji

Moje dłonie są bardzo wymagające, zwłaszcza w okresie zimowym. Każdy kontakt z zimną wodą kończy się suchymi, spierzchniętymi i zaczerwionymi dłońmi. Nie wyobrażam sobie, aby wyjść z domu bez rękawiczek. Ale też nie wyobrażam sobie nie używać kremu do rąk. Kremy do rąk idą u mnie jak woda, bo używam ich codziennie przez cały rok a w okresie zimowym nawet kilka razy dziennie. Dzisiaj napiszę Wam o jednym z najlepszych kremów jakie do tej pory używałam. Mowa tutaj o kremie Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk. 
Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk
 Skład:
Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk
Ten krem sprawdził się u mnie świetnie, bardzo pomógł moim dłoniom. Ma przyjemny, delikatny i nie drażniący zapach, który nie utrzymuje się długo.
Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk
Krem ma lekką, ale też treściwą konsystencję, która nie jest tłusta. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu, ale czuć, że jest coś na skórze. Krem dobrze się rozprowadza, nie jest tępy ani suchy. Przechodząc do działania kremu, to muszę przyznać, że jest rewelacyjne! Ten krem cudownie nawilża i regeneruje skórę. Ostatnio miałam duży problem z przesuszeniem dłoni, doszło do tego, że nawet między palcami miałam suchą i spierzchniętą skórę a ten krem w przeciągu kilku dni całkowicie zlikwidował ten problem. Sprawił, że dłonie są nawilżone, miękkie i gładkie. Używam go cały czas, mam jeszcze jeden krem z Neutrogeny, ale jak mi się skończą to na pewno wrócę do tego.
Neutrogena, Formuła Norweska, Szybko wchłaniający się krem do rąk
Efekt jaki daje ten krem dość długo się utrzymuje, nie znika zaraz po umyciu rąk. Jednak przy moim problemie muszę dbać o to, aby kremować dłonie regularnie. Krem ma 75 ml i kosztuje około 14 zł, teraz w Rossmannie jest na niego promocja i kosztuje niecałe 9 zł. Jedyny minus to taki, że pojemność jest nie za duża a cena spora, ale można go upolować w fajnej promocji :)

Znacie ten krem? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie? Ja go uwielbiam ♥

Buziaki, Margaritess. :)

piątek, 15 stycznia 2016

Celine Dion, Sensational

Zazwyczaj nie robię recenzji perfum, ponieważ bardzo trudno jest opisać zapach w słowach i ciężko jest go sobie wyobrazić jeżeli nigdy się go nie wąchało. Ale dla tych perfum muszę zrobić wyjątek, ponieważ zapach jest cudowny. Mowa tutaj o perfumach Celine Dion, Sensational. 
Celine Dion, Sensational
Źródło
Niestety wyrzuciłam już kartonowa opakowanie, dlatego musiałam skorzystać ze zdjęcia z Internetu.
Przyznam, że te perfumy mają dla mnie wartość sentymentalną, ponieważ pierwszy raz dostałam je od chłopaka i tak już zostało, że kupuje mi je na różne okazje. I pewnie również dlatego ten zapach tak mi się podoba :) Ale pomijając sentymenty, naprawdę warto go powąchać i zastanowić się nad jego zakupem.
Celine Dion, Sensational
Kategoria zapachowa: kwiatowo-owocowa
Nuty zapachowe:
nuta głowy: mimoza, fiołek, gruszka, jabłko, śliwka
nuta serca: jaśmin, frezja, konwalia
nuta bazy: ambra, piżmo, drzewo sandałowe 

Celine Dion, Sensational
Perfumy Celine Dion są naprawdę wyjątkowe. Zapach jest obłędny. Jest trochę słodki, ale nie cukierkowy i jednocześnie świeży. Trochę kwiatowy, ale też owocowy. Jest to zapach bardzo kobiecy, zmysłowy, ale też delikatny i nie nachalny. Nadaje się zarówno na dzień jak i na wieczór.
Celine Dion, Sensational
Zapach nie jest duszący, wystarczy go niewiele, aby ładnie pachnieć przez kilka godzin. Moim zdaniem zapach jest trwały, na ubraniach czuć go nawet na drugi dzień. Jest zamknięty w eleganckim, szklanym, przezroczystym flakonie, dzięki czemu widać ile perfum jeszcze zostało. Atomizer jest wygodny i działa bez zarzutu.
Celine Dion, Sensational
Z całego serca mogę Wam polecić ten zapach. Oczywiście najpierw radzę Wam go powąchać, bo wiadomo, że każda z nas może mieć inny gust, dodatkowo na każdej z nas zapach może troszkę inaczej pachnieć i mieć inną trwałość. Zapach ten nie należy do najtańszych i pewnie sama bym go sobie nie kupiła. Podam Wam ceny z Rossmanna, ale w innych drogeriach czy też w sklepach internetowych ceny mogą się różnić.W Rossmannie woda toaletowa Celine Dion, Sensational 15 ml kosztuje 49,90 zł a 30 ml 88,99 zł, ale teraz jest na nie promocja i kosztują 69,99 zł.
Celine Dion, Sensational
Znacie ten zapach? Używałyście go? Może zachęciłam Was chociaż do jego powąchania? :)

Pozdrawiam, Margaritess. :)

środa, 13 stycznia 2016

Yankee Candle, Snow In Love

Jak widać w styczniu palę woski pełną parą :) Dziś będzie o wosku Yankee Candle, o którym myślałam już w tamtym roku, ale tak naprawdę nie byłam do niego przekonana. W tym roku postanowiłam, że się skuszę i znów przekonała mnie do tego grafika wosku i sama nazwa Snow In Love.
Yankee Candle, Snow In Love
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: drzewa iglaste, paczula.
Tak naprawdę ten opis nic mi nie mówił, ale domyślałam się, że może to być zapach choinki, ale myliłam się.
Yankee Candle, Snow In Love
Snow in love to bardzo intensywny, ale nie nachalny zapach. Jest mocno perfumowany, przez co jest wykwintny i elegancki. Muszę przyznać, że jest to mój faworyt wśród wosków Yankee Candle. Absolutnie nie pachnie choinką, wyczuwam w nim lekką nutę paczuli. Jest to troszkę słodki, ale orzeźwiający zapach.
Yankee Candle, Snow In Love
Snow in love to ciepły, otulający i zimowy wosk. Nie czuć w nim korzennych aromatów, które są wyznacznikiem świątecznych i zimowych zapachów. Czuć w nim zimowe powietrze, perfumy i świeżość.
Yankee Candle, Snow In Love
Ten wosk bardzo przypadł mi do gustu i na pewno kupię go ponownie. Jest jednym z moich ulubionych zapachów Yankee Candle. Cały asortyment wosków znajdziecie na goodies.pl a Snow in love jest dostępny TUTAJ.

Znacie ten zapach? Podoba Wam się?

Pozdrawiam, Margaritess. :)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kominek z kamienia mydlanego

Wiecie jak bardzo lubię woski zapachowe a ostatnio polubiłam też olejki, ale o tym innym razem. W swojej przygodzie zapachowej miałam już dwa kominki, w Święta dołączył do mnie kolejny. Pierwszy kominek był to kominek ceramiczny, jednak był to pechowy egzemplarz i całkiem szybko skończył swój żywot. Drugi kominek, również ceramiczny, jest ze mną od roku i jak do tej pory sprawuje się bez zastrzeżeń i na pewno będę jeszcze go używać. Mój nowy nabytek to kominek z kamienia mydlanego, czyli to zupełnie coś nowego dla mnie.
Kominek z kamienia mydlanego
Kominek jest dość duży, masywny i ciężki. Dzięki dziurkom daje przepiękną poświatę i nadaje się nie tylko jako kominek, ale również jako świecznik. Jak widać kominek jest w kształcie słonia z podniesioną trąbą, więc mam nadzieję, że przyniesie mi szczęście :)
Kominek z kamienia mydlanego
Zastanawiacie się pewnie czym różni się kominek z kamienia mydlanego od tego ceramicznego. Kamień mydlany wolniej się nagrzewa, dzięki czemu z łatwością możemy przenosić kominek z miejsca na miejsce, co nie do końca jest możliwe przy kominku ceramicznym. Dzięki temu, że nie robi się gorący, jest po prostu dla nas bezpieczniejszy.
Kominek z kamienia mydlanego
Kamień mydlany mocniej chłonie zapachy. Woski pachną dłużej i są bardziej intensywne. Jeżeli chodzi o olejki, to kominek je praktycznie "wypija", dzięki czemu dłużej możemy się cieszyć ich zapachami. Te zalety przemawiają za tym, że kominek z kamienia mydlanego jest bardziej ekonomiczny niż zwykły kominek. Niestety ten kamień mimo, że ciężki, jest bardzo kruchy. Podobno, gdy spadnie, rozsypuje się w drobny mak. Obym nigdy nie przetestowała tego na swoim kominku :)
Kominek z kamienia mydlanego
Miska, do której wkładamy wosk lub wlewamy olejek jest zdejmowana, dzięki czemu dużo łatwiej utrzymać ją w czystości i prościej można pozbyć się zużytego wosku. Podczas użytkowania trwale zmieniła swój kolor, możecie zobaczyć na zdjęciach, ze jest ciemniejsza niż reszta kominka, ale pewnie to dlatego, że nasiąka zapachami. Można go używać jako kominka, ale tak jak wspomniałam, może służyć za świecznik, jeśli zdejmiemy miskę :)
Kominek z kamienia mydlanego
Niestety nie wiem jaka jest cena tego kominka, ponieważ dostałam go w prezencie, ale z tego co się orientowałam, to zależy to głownie od wielkości kominka, ale i od miejsca, gdzie go kupujecie.
U mnie kominek z kamienia mydlanego sprawdza się super i cieszę się, że go mam. Lubię go bardziej niż swój poprzedni ceramiczny, choć i tego będę nadal używać. Jeżeli będziecie się kiedyś zastanawiać nad kominkiem z kamienia mydlanego, to serdecznie Wam go polecam.

Podoba Wam się mój kominek? Co o nim myślicie? Jakie preferujecie kominki zapachowe?

Buziaki, Margaritess. :)

piątek, 8 stycznia 2016

Postanowienia noworoczne

Muszę się przyznać, że nigdy nie robiłam postanowień noworocznych ani podsumowań roku. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Zawsze wiedziałam co mniej więcej może się wydarzyć w nowym roku, co muszę/chcę zrobić, ale nigdy nie miałam potrzeby gdzieś tego spisywać i później to weryfikować. Może dlatego, że nauczyłam się, że życie jest nieprzewidywalne i tak naprawdę często nasze plany krzyżują sytuacje kompletnie od nas niezależne. Może nie chciałam się dołować patrząc na kartkę, z której tak naprawdę nic nie udało mi się osiągnąć. Często też w moim życiu przez rok wydarzyło się więcej zdarzeń negatywnych niż pozytywnych i nie miałam ochoty tego podsumowywać. Jednak w tym roku pomyślałam, że zrobię postanowienia noworoczne. Ale nie tego typu: schudnę, znajdę/zmienię pracę, znajdę miłość itd., tylko takie, które na pewno sama mogę wykonać i których żadne wydarzenia mi nie pokrzyżują. Są to małe, przyziemne sprawy, które tak naprawdę mogą złożyć się na polepszenie życia a w konsekwencji na bycie szczęśliwszą. A przecież chyba o to każdej z nas chodzi: być szczęśliwą. Nie tylko w nowym roku, ale zawsze.
POSTANOWIENIA NOWOROCZNE
1. Mniej się denerwować
Niestety jestem osobą bardzo nerwową i wybuchową. Jeżeli coś mi nie pasuje nie potrafię tego przemilczeć, tylko zawsze wyrażę to słowem lub miną. Nie chcę tego robić. Chcę być bardziej opanowana, spokojna. Chcę się mniej denerwować, bo mimo młodego wieku, czuję, że nerwy zjadają mnie od środka. Poza tym złość do niczego dobrego nie prowadzi. Często też nie ma potrzeby denerwować się na coś, na co nie mamy wpływu.
2. Mniej się stresować
Stres to kolejna emocja, z którą sobie nie radzę. Stresuję się dosłownie wszystkim i to często niepotrzebnie. Po co stresować się czymś błahym, czymś co tak naprawdę nie jest problemem samym w sobie, tylko w mojej głowie urasta to do rangi problemu. Chcę to zmienić.
3. Więcej się uśmiechać
Rzadkie uśmiechanie jest wynikiem dwóch poprzednich punktów, wiec mam nadzieję, że jak uda mi się je zrealizować, to będę się częściej uśmiechać :) Często zapominam o uśmiechu, jestem smutna, bo martwię się na zapas różnymi rzeczami. Mimo, że na zewnątrz tego nie pokazuje i pewnie osoby z mojego otoczenia nie potwierdziłyby tego, że mało się uśmiecham, ale sama wewnętrzne czuję się smutna. Nowy rok to dobra okazja, aby to zmienić. :)
4. Cieszyć się tym co mam
Mam naprawdę wiele. Mam rodzinę, chłopaka, mam gdzie mieszkać i co jeść. Mam w co się ubrać i co poczytać. Mogę realizować się w blogowaniu, w gotowaniu, w pieczeniu ciast. Od czasu do czasu gdzieś wychodzę, wyjeżdżam, zobaczę coś nowego. A jednak cały czas czegoś mi brakuje. Po części staram się to zmienić, ale chcę cieszyć się tym co mam i nie narzekać. Bo wiem, że inni nie mają tego co mam ja.
5. Czytać więcej książek
Uwielbiam czytać i robię to kiedy tylko mogę. Czasami po prostu zamiast poczytać siedzę bezczynnie przed telewizorem oglądając coś, co nawet mnie nie interesuje. Chcę te chwile zamienić na chwilę z książką :)
6. Zdrowiej się odżywiać
Chcę zacząć zdrowiej się odżywiać i jeść mniej słodyczy. Wiem, że to oklepane, ale czuję, że tego potrzebuję. Nie dlatego, żeby schudnąć ( choć nie pogniewałabym się o to :), ale dlatego by czuć się lżej i lepiej sama ze sobą.
7. Kupić blender i robić soki
Ostatnie postanowienia to takie bardzo przyziemne i nie wiem czy uczyni mnie szczęśliwszą, ale chcę w końcu kupić blender Mix & Go, o którym już kiedyś Wam pisałam i zacząć robić soki/koktajle owocowe. Nie dlatego, że chcę przejść na dietę, albo dlatego, że jest to "modne". Tak jak pisałam w punkcie wyżej, chcę się lepiej odżywiać a dawki witamin w postaci soków na pewno mi w tym pomogą.
Jak widzicie, moje postanowienia są bardzo proste i życiowe. Nie ma w nich żadnych konkretów, czegoś co da się namacalnie sprawdzić. Wiem, że ten rok może być dla mnie ciężki, ale też radosny i chcę stworzyć bilans miedzy tymi wydarzeniami, nie załamać się i cieszyć tym, co dobrego przyniesie życie :)

A jakie są Wasze postanowienia? Może podobne do moich?

Buziaki, Margaritess. :)

środa, 6 stycznia 2016

Avon, Katalog 02/2016 Walentynki

Zaczął się Nowy Rok a więc jest też nowy katalog Avon. Nie tylko w Ameryce wszystko szybciej się dzieje, dopiero co było Boże Narodzenie a tu już nowy katalog Avon to wydanie walentynkowe. Ale może warto wcześniej zainteresować się jaki wybrać makijaż/strój lub prezent dla Ukochanego na ten dzień. Jeżeli oczywiście preferujecie wyjścia i prezenty w Walentynki. Przechodzę już do rzeczy i pokażę Wam co tym razem mnie zainteresowało.
 Matowa pomadka
 Kolorowe kredki idealne na karnawał
 Mój ulubiony tusz do rzęs
 Żelowe lakiery do paznokci
 Perfumy w dobrej cenie
 Kolejne zapachy
Głęboko oczyszczająca maseczka i peeling
 Jeden z moich ulubionych zapachów z Avon
 Coś dla mężczyzn - te zapachy są bardzo fajne
 Urocze zegarki dla Niej i dla Niego
 Kuszą mnie te eliksiry do kąpieli :)
 Coś na Walentynkowe śniadanie :)
 Pomysł na prezent walentynkowy
 Serduszko na łańcuszku
 Ten zestaw biżuterii bardzo mi się podoba
 Pomysły na prezenty dla mężczyzn :)
 Szal z naszyjnikiem
 Moje ulubione serum do końcówek
 Nowość w Avon - suchy szampon
To już wszystkie rzezy, które mnie zaciekawiły. Kuszą mnie te eliksiry do kąpieli, ale mam jeszcze sporo płynów do wykorzystania. Zaciekawił mnie też ten suchy szampon, ale moim zdaniem jest trochę drogi. No i może wreszcie skuszę się na tusz SuperShock, bo już dawno go nie miałam.

A Was coś zainteresowało? Skusicie się na coś?

Pozdrawiam, Margaritess. :)