sobota, 17 grudnia 2016

Fenomen "Kevina samego w domu"

Kto z nas nie zna lub nigdy nie oglądał "Kevina samego w domu"? Pewnie nikt. Każdy z nas widział ten film choć raz a jestem przekonana, że nawet więcej niż raz. Duża zasługa w tym tym tego, że od lat Kevin pojawia się w naszych domach w każde Święta, a czasami nawet dwa razy w roku - w listopadzie (w tym roku również był) oraz w Wigilię. Jest jakiś powód dlaczego tak się dzieje. Wiele osób narzekało, że telewizja się nie stara i co rok puszcza to samo, ale kiedy Kevina zabrakło w telewizji pojawiły się głosy oburzenia i sprzeciwu na tyle mocne, że Kevin powrócił do nas na Święta :)


Dlaczego tak kochamy Kevina? Bo to, że go kochamy to oczywiste i nie trzeba się tego wypierać :) Może właśnie dlatego, że większość z nas zna go od najmłodszych lat i prawdopodobnie był to jeden z pierwszych filmów świątecznych jakie widzieliśmy. Wielu osobom ten film kojarzy się z dzieciństwem, z błogością i magią świąteczną. Dla wielu Kevin był odzwierciedleniem dziecięcych marzeń - mały, rezolutny, odważny chłopiec, który wyrwał się z rygoru rodziców i może przez kilka dni "rządzić się" sam. Jednak okazuje się, że dorosłe życie wcale nie jest takie fajne i jednak dorosłość to coś więcej niż skakanie po łóżku z buzią pełną popcornu :) Ten film pokazuje, że dorosły świat nie jest taki fajny i bezpieczny i nie warto przedwcześnie się do niego wybierać.

Nie bez znaczenia jest też przepiękny dom Kevina, który jest oświetlony tysiącami lampeczek. Kto z nas w dzieciństwie nie chciał mieć takiego domu? Ogromna przestrzeń, kominek i cudownie przystrojony dom na Święta - moje marzenie z dzieciństwa :) Ten film jest według mnie po prostu ładny wizualnie i przyjemnie się go ogląda.
Film ma charakter komediowy, zabawne dialogi, jeszcze śmieszniejsze sceny. Przewrotny humor, dzięki któremu złodzieje pomimo, że dostali w głowę skrzynką z narzędziami dobrze się czują i mają siłę gonić Kevina :) A najważniejsza myśl płynąca z tego filmu jest taka, że bez rodziny jesteśmy niczym i choćby nie wiem jak nas denerwował brat czy nawet rodzice to w rodzinie jest siła.
Dlaczego ja uwielbiam Kevina? Ponieważ jest dla mnie symbolem beztroskiego dzieciństwa i leniwego siedzenia na kanapie przed telewizorem :) Pamiętam, że gdy byłam mała, nie chodziłam jeszcze do przedszkola, Kevina miałam nagranego na kasetę VHS i oglądałam go CODZIENNIE po przebudzeniu. Nie wstałam z łóżka dopóki nie obejrzałam go do końca. Doszło do tego, że dialogi znałam na pamięć. Naprawdę. Później poszłam do przedszkola,  moja tradycja musiała się zakończyć, ale Kevina oglądałam w każe Święta. Pamiętam, że zazwyczaj był puszczany w Wigilię. U mnie Wigilia zaczynała się dość późno więc na Kevinie pakowałam prezenty. Choinka była już ubrana, dom przystrojony, w tle leciały kolędy a ja oglądałam Kevina i czekałam na Wigilię. To był czasy :) Dlatego właśnie uwielbiam Kevina.

A jak jest z Wami? Macie słabość do tego filmu czy już się Wam znudził? Nadal go oglądacie? A może obejrzycie go w tym roku?

Pozdrawiam, Margaritess. :)

8 komentarzy:

  1. Lubię go ale nie mam tak, że MUSZĘ obejrzeć go co roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Kevina
    A twój tekst mnie wzruszył 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. kojarzy się z beztroskim dzieciństwem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wyobrażam sobie świąt bez tego filmu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz Kevina oglądają moje dzieci, a ja oczywiście razem z nimi :)

    OdpowiedzUsuń