Jesień powoli zaczyna się u nas zadomawiać a ja powoli zaczynam sobie umilać ten czas. Jednym z takich umilaczy są ciepłe kąpiele z różnymi dodatkami. O moich poprzednich umilaczach kąpieli możecie przeczytać TUTAJ. Dzisiaj chcę Wam pokazać płyn do kąpieli Original Source o zapachu czekolady i
mięty.
Płyn bardzo fajnie wygląda i faktycznie kojarzy się z czekoladą. Zapach ma naprawdę bardzo przyjemny, czekoladowy, ale bardziej czuć w nim miętę. Zapach mogę porównać do cukierków miętowych w czekoladzie :) Jednak po wlaniu go do wanny, nie jest już tak intensywny jak na początku, ale nadal go czuć.
Konsystencja jest nieco gęściejsza niż innych płynów, które miałam. Płyn delikatnie zabarwia wodę na brązowo i oczywiście tworzy pianę :) Piany jest naprawdę sporo - to wszystko zależy też od ilości, jakiej użyjecie. Ale jedna solidna porcja robi dużą pianę. Piana nie jest zbita i sztywna, ale bardzo delikatna i pod koniec kąpieli już jej nie ma.
Płyn bardzo dobrze się u mnie sprawdza i umila mi moje kąpiele. Polecam Wam go wypróbować zwłaszcza jeżeli lubicie zapach czekolady lub mięty :)
Używałyście płynów do kąpieli z Original Source?
Buziaki, Margaritess. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Original Source. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Original Source. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 października 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
Zdenkowani
Zapraszam Was na przegląd moich kolejnych pustych opakowań. Są to kosmetyki, które udało mi się zużyć na przełomie marca i kwietnia:) Muszę przyznać, że te posty są dla mnie ogromną motywacją, aby zużywać wszystko do końca:)
1. Original Source, żel pod prysznic Mango i Macadamia
Żel ślicznie pachniał, dobrze się pienił i oczyszczał skórę tak jak należy. Był gęsty i wydajny. Z pewnością skuszę się jeszcze na inne zapachy z tej firmy.
2. Original Source, scrub do ciała Mint and Walnut
Jako srub/peeling średnio się sprawdził ponieważ miał bardzo małe i delikatne drobinki, ale jako żel był świetny. Zapach mięty był intensywny i orzeźwiający. Pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
3. Farmona, Sweet Secret, piernikowy balsam do ciała
O tym balsamie pisałam TUTAJ. Nawilżał nawet dobrze, choć nie wybitnie, ale niestety brudził ubrania z powodu swojej brązowej konsystencji. Brązowił ciało, a raczej nadawał mu brązowy kolor, bo efekt znikał po umyciu ciała.
4. Colway, Kolagenowy żel do mycia twarzy
Żel bardzo dobrze się spisywał. Delikatnie, ale dokładnie oczyszczał buzię, nie podrażniał i nie powodował wyprysków. Dobrze zmywał makijaż. Był niesamowicie wydajny, ale niestety drogi. Zapraszam na recenzję TUTAJ.
5. Facelle, płyn do higieny intymnej
To już moje któreś z kolei opakowanie. Bardzo dobrze się sprawdza do codziennej pielęgnacji okolic intymnych, nie podrażnia ani nie wysusza. Jest delikatny i bezzapachowy a do tego tani, bo kosztuje około 3-4 zł.
6. Balsam prostujący Nivea, straight & gloss
Ten balsam miałam bardzo długo. Nie używałam go po każdym myciu, ale muszę przyznać, że to wydajny produkt. Strasznie żałuję, że mi się skończył i koniecznie muszę kupić nowe opakowanie. Balsam jest świetny! Włosy po nim są gładkie, ujarzmione, nie puszą się i szybciej uzyskuję efekt prostych włosów. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.
7. Avon, Naturals, Mgiełka do ciała Malina i Hibiskus
Lubię mgiełki z Avonu i tą też lubiłam. Zapach był ładny, ale nie przekonał mnie na tyle, żeby kupić ją jeszcze raz. Nie utrzymywała się zbyt długo.
8. Eveline, Młode Dłonie, Krem do rąk 8 w 1
Jak dla mnie zupełnie przeciętny krem. Pisałam o nim TUTAJ. Wtedy twierdziłam, że krem trochę nawilża dłonie, ale po wykorzystaniu całego opakowania stwierdzam, że w ogóle ich nie nawilżał. Moje suche ręce były ukojone dosłownie przez moment.
9. Essence, Stay all day, kolor 10
Bardzo dobry i niedrogi podkład. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, dość długo się utrzymuje, przyjemnie pachnie. Krycie ma średnie, ale dzięki temu nie tworzy maski na twarzy.
Jeżeli używałyście któryś z tych kosmetyków, dajcie znać co o nim myślicie:)
Pozdrawiam, Margaritess. :)
1. Original Source, żel pod prysznic Mango i Macadamia
Żel ślicznie pachniał, dobrze się pienił i oczyszczał skórę tak jak należy. Był gęsty i wydajny. Z pewnością skuszę się jeszcze na inne zapachy z tej firmy.
2. Original Source, scrub do ciała Mint and Walnut
Jako srub/peeling średnio się sprawdził ponieważ miał bardzo małe i delikatne drobinki, ale jako żel był świetny. Zapach mięty był intensywny i orzeźwiający. Pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
3. Farmona, Sweet Secret, piernikowy balsam do ciała
O tym balsamie pisałam TUTAJ. Nawilżał nawet dobrze, choć nie wybitnie, ale niestety brudził ubrania z powodu swojej brązowej konsystencji. Brązowił ciało, a raczej nadawał mu brązowy kolor, bo efekt znikał po umyciu ciała.
4. Colway, Kolagenowy żel do mycia twarzy
Żel bardzo dobrze się spisywał. Delikatnie, ale dokładnie oczyszczał buzię, nie podrażniał i nie powodował wyprysków. Dobrze zmywał makijaż. Był niesamowicie wydajny, ale niestety drogi. Zapraszam na recenzję TUTAJ.
5. Facelle, płyn do higieny intymnej
To już moje któreś z kolei opakowanie. Bardzo dobrze się sprawdza do codziennej pielęgnacji okolic intymnych, nie podrażnia ani nie wysusza. Jest delikatny i bezzapachowy a do tego tani, bo kosztuje około 3-4 zł.
6. Balsam prostujący Nivea, straight & gloss
Ten balsam miałam bardzo długo. Nie używałam go po każdym myciu, ale muszę przyznać, że to wydajny produkt. Strasznie żałuję, że mi się skończył i koniecznie muszę kupić nowe opakowanie. Balsam jest świetny! Włosy po nim są gładkie, ujarzmione, nie puszą się i szybciej uzyskuję efekt prostych włosów. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.
7. Avon, Naturals, Mgiełka do ciała Malina i Hibiskus
Lubię mgiełki z Avonu i tą też lubiłam. Zapach był ładny, ale nie przekonał mnie na tyle, żeby kupić ją jeszcze raz. Nie utrzymywała się zbyt długo.
8. Eveline, Młode Dłonie, Krem do rąk 8 w 1
Jak dla mnie zupełnie przeciętny krem. Pisałam o nim TUTAJ. Wtedy twierdziłam, że krem trochę nawilża dłonie, ale po wykorzystaniu całego opakowania stwierdzam, że w ogóle ich nie nawilżał. Moje suche ręce były ukojone dosłownie przez moment.
9. Essence, Stay all day, kolor 10
Bardzo dobry i niedrogi podkład. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, dość długo się utrzymuje, przyjemnie pachnie. Krycie ma średnie, ale dzięki temu nie tworzy maski na twarzy.
Jeżeli używałyście któryś z tych kosmetyków, dajcie znać co o nim myślicie:)
Pozdrawiam, Margaritess. :)
sobota, 22 marca 2014
Original Source, Scrub Mint and Walnut
Raczej nie piszę o produktach do mycia (chyba, że o żelach do kąpieli), ale o tym kosmetyku muszę wspomnieć. Na jednym ze spotkań blogerek dostałam zestaw od Original Source, w którym między innymi był peelingujący żel pod prysznic o zapachu mięty i orzecha włoskiego.
Długo zbierałam się za testowanie tego żelu, bo nie przepadam za zapachem mięty, ale skusiłam się i nie żałuję:) Zapach jest miętowy (nie wyczuwam w nim orzecha włoskiego), bardzo intensywny, aż kręci w nosie;) Nie utrzymuje się na skórze, ale za to w łazience pachnie jeszcze długo po kąpieli.
Aplikacja jest nieco trudna, ponieważ żel jest dość gęsty a opakowanie twarde i bardzo ciężko go wydostać. Konsystencja jest zielona, gęsta, widać w niej bardzo malutkie drobinki.
Drobinek jest niewiele i są one bardzo delikatne, dlatego też nie można tego kosmetyku nazwać peelingiem czy też scrubem, ale jako żel peelingujący bardzo dobrze się sprawdza w codziennej pielęgnacji. Bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, ale dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza ciało. Mimo, że zapach dla mnie jest zbyt mocny, to myslę, że dla miłośników mięty będzie idealny i orzeźwiający. Polecam Wam wypróbowanie tego kosmetyku:)
Jeżeli już go miałyście, to dajcie znać jakie jest Wasze zdanie. Lubicie zapach mięty?
Buziaki, Margaritess. :)
Długo zbierałam się za testowanie tego żelu, bo nie przepadam za zapachem mięty, ale skusiłam się i nie żałuję:) Zapach jest miętowy (nie wyczuwam w nim orzecha włoskiego), bardzo intensywny, aż kręci w nosie;) Nie utrzymuje się na skórze, ale za to w łazience pachnie jeszcze długo po kąpieli.
Aplikacja jest nieco trudna, ponieważ żel jest dość gęsty a opakowanie twarde i bardzo ciężko go wydostać. Konsystencja jest zielona, gęsta, widać w niej bardzo malutkie drobinki.
Drobinek jest niewiele i są one bardzo delikatne, dlatego też nie można tego kosmetyku nazwać peelingiem czy też scrubem, ale jako żel peelingujący bardzo dobrze się sprawdza w codziennej pielęgnacji. Bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, ale dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza ciało. Mimo, że zapach dla mnie jest zbyt mocny, to myslę, że dla miłośników mięty będzie idealny i orzeźwiający. Polecam Wam wypróbowanie tego kosmetyku:)
Jeżeli już go miałyście, to dajcie znać jakie jest Wasze zdanie. Lubicie zapach mięty?
Buziaki, Margaritess. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
