Witam Was serdecznie!
Mimo, iż kosmetyki zajmują u mnie obecnie miejsce drugorzędne, to jednak czasami mam ochotę na jakąś nowość :) Tak było w tym przypadku. Przeglądając nowy katalog Avon wpadł mi w oko nowy zapach Encanto Fascinating i zamówiłam sobie mgiełkę do ciała, aby go wypróbować. Zapach tak mi się spodobał, ze postanowiłam kupić sobie cały zestaw :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 maja 2019
środa, 22 listopada 2017
Isana, Zimowe żele pod prysznic
Bardzo lubię żele pod prysznic Isana. Są tanie, wydajne i mają przepiękne zapachy. Gdy tylko pojawi się jakiś nowy zapach, od razu go kupuję. Tak było i tym razem, gdy zobaczyłam trzy nowe zapachy w ślicznych i słodkich opakowaniach. Tak naprawdę to chyba jeden z nich jest wersją zimową i sezonową, co do pozostałych to nie wiem czy jest to stała oferta, ale oby tak, bo zapachy są obłędne ♥
Etykiety:
Cosy Dreams,
Isana,
Kosmetyki,
Pielęgnacja ciała,
Piękny zapach,
Rossmann,
Sugar Plum,
Sweet Feelings,
Zimowe żele pod prysznic,
Żel pod prysznic
poniedziałek, 20 listopada 2017
Avon, Far Away, Mus do ciała
Wiecie, że lubię kosmetyki Avon i często ich używam. Mam do nich dobry dostęp, więc testuje różne nowości i nie tylko. Większość kosmetyków tej firmy dobrze się u mnie sprawdza i je polecam. Dziś chciałabym troszkę powiedzieć Wam o perfumowanym musie do ciała Far Away, który idealnie odzwierciedla zapach perfum o tej samej nazwie.
sobota, 18 listopada 2017
Bania Agafii, Peeling do ciała z pestek maliny arktycznej
Peelingi do ciała to jedne z moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych. Testuje ich bardzo wiele, jedne są lepsze, drugie troszkę gorsze, ale rzadko kiedy trafia mi się bubel - na szczęście :) Rosyjskie kosmetyki są już popularne od bardzo dawna, ale jakoś nie miałam okazji ich spróbować. Jakiś czas temu wpadł w moje ręce peeling z pestek maliny arktycznej Bania Agafii.
czwartek, 2 listopada 2017
Duże zamówienie Avon
Dawno nie robiłam większych zakupów kosmetycznych, zazwyczaj kupuję po jednej rzeczy, która akurat mi się skończy. Ale w ostatnim katalogu Avon wpadło mi w oko kilka produktów, które akurat mi się skończyły. Trafiłam też na fajne promocję, więc postanowiłam zamówić kilka rzeczy. Dziś Wam je pokażę :) Przepraszam za niską jakość zdjęć, niestety pogoda nie sprzyjała, było dość ciemno w pomieszczeniu a chciałam zrobić im zdjęcia od razu po rozpakowaniu, zanim pochowam je do szafek :)
wtorek, 17 października 2017
Luksja, Blueberry Muffin, Płyn do kąpieli
Bardzo lubię wszelkie pachnące kosmetyki do kąpieli, które robią pianę. Choć paradoksalnie nie korzystam z nich zbyt często, to zawsze mam jakiś pięknie pachnący płyn do kąpieli a nawet kilka :)
Tym razem spróbowałam płynu do kąpieli Luksja, Blueberry Muffin, który był już popularny w tamtym roku.
Tym razem spróbowałam płynu do kąpieli Luksja, Blueberry Muffin, który był już popularny w tamtym roku.
środa, 24 maja 2017
Ziaja, Peeling cukrowy do ciała, Czekolada i Pomarańcza
Dziś przychodzę do Was z recenzją kosmetyczną. Wiecie jak bardzo lubię peelingi do ciała, jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków. Często je zmieniam, testuje nowe i większość mi odpowiada. Lubię gruboziarniste peelingi, choć potrafię też zachwycić się drobnoziarnistym. Tym razem pokażę Wam peeling z Ziaja, który przeleżał u mnie od grudnia - w końcu sama jego nazwa wskazuje na to, ze to edycja zimowa - Świąteczne aromaty. Peeling cukrowy do ciała, Czekolada i Pomarańcza grzecznie czekał na swoją kolej i oto wiosną jego recenzja ujrzy światło dzienne :D :)
środa, 12 kwietnia 2017
Projekt denko marzec
Dziś przychodzę do Was z marcowym projektem denko, trochę mi się uzbierało pustych opakowań, więc najwyższy czas Wam je pokazać :)
Etykiety:
Avon,
Facelle,
Garnier,
Isana,
Kolejny projekt denko,
Marzec,
Nivea,
Palmolive,
Pielęgnacja ciała,
Projekt denko,
Puste opakowania,
Ziaja,
zużyte kosmetyki
sobota, 25 marca 2017
Avon Naturals, Body Care, Dwufazowy balsam do ciała, Rozgrzewaące przyprawy i wanilia
Dawno nie było u mnie recenzji kosmetyków, ale ostatnio po prostu nie mam głowy do testowania nowych produktów i dzielenia się opinią o nich. Mam nadzieję, że to się zmieni i na moim blogu będzie pojawiało się więcej kosmetyków :)
Dziś chcę Wam trochę opowiedzieć o dwufazowym balsamie z Avonu o przecudownym zapachu rozgrzewającej, ciepłej wanilii, która jest idealna na końcówkę zimy :)
wtorek, 31 stycznia 2017
Eveline, Spa Professional, Granat i Figa
Bardzo lubię balsamy i masła do ciała. Właściwie to nie mam swojego ulubionego, lubię próbować nowości dlatego zawsze kupuję coś nowego. Kilka miesięcy temu w moje ręce wpadł luksusowy balsam do ciała z Eveline Cosmetics o zapachu granat i figa.
Etykiety:
Balsam do ciała,
Eveline,
Eveline Cosmetics,
Figa,
Granat,
Luksusowy balsam do ciała,
Pielęgnacja ciała,
SOS dla suchej skóry,
Spa,
Spa Professional
czwartek, 27 października 2016
Avon, Planet SPA, Jedwabisty mus do ciała, Masło shea i trufla czekoladowa
Dzisiaj zapraszam Was na recenzję jedwabistego musu do ciała, masło shea i trufla czekoladowa z Avon z serii Planet Spa. Lubię używać balsamów i maseł do ciała a gdy jeszcze zapach zapowiada się obiecująco to już w ogóle mogę przepaść :) Tak było i w tym przypadku.
Masło zamknięte jest w 200 ml wygodnym opakowaniu, dzięki któremu kosmetyk możemy zużyć do końca. Sam wygląd opakowania również mi odpowiada. Masełko faktycznie ma konsystencję bardzo delikatnego, jedwabistego musu o zabarwieniu brązowym, lekko kakaowym. Bardzo mi odpowiada ta konsystencja, świetnie się ją rozprowadza na skórze.
Masło nie barwi ubrań. Sprawdziłam to nie tylko poprzez nakładanie ubrania ale również wycierając miejsce nim posmarowane czystym ręcznikiem i mogę zapewnić, że nie pozostawia śladów, przynajmniej u mnie. Pachnie cudownie, bardzo ciepło i zimowo. Czuć trochę czekoladę, trochę kakao. Jest to przyjemny, nie nachalny ani nie chemiczny zapach. Utrzymuje się przez jakiś czas na skórze.
Masło zamknięte jest w 200 ml wygodnym opakowaniu, dzięki któremu kosmetyk możemy zużyć do końca. Sam wygląd opakowania również mi odpowiada. Masełko faktycznie ma konsystencję bardzo delikatnego, jedwabistego musu o zabarwieniu brązowym, lekko kakaowym. Bardzo mi odpowiada ta konsystencja, świetnie się ją rozprowadza na skórze.
Masło nie barwi ubrań. Sprawdziłam to nie tylko poprzez nakładanie ubrania ale również wycierając miejsce nim posmarowane czystym ręcznikiem i mogę zapewnić, że nie pozostawia śladów, przynajmniej u mnie. Pachnie cudownie, bardzo ciepło i zimowo. Czuć trochę czekoladę, trochę kakao. Jest to przyjemny, nie nachalny ani nie chemiczny zapach. Utrzymuje się przez jakiś czas na skórze.
Masło nie jest tłuste i się nie klei. Bardzo dobrze nawilża skórę i nie pozostawia tłustej powłoczki. Nie podrażnia ani nie wysusza. Nie zauważyłam, aby barwił skórę, choć słyszałam takie opinie. Mus do ciała sprawdza się u mnie bardzo dobrze i mogę go Wam polecić. Ma śliczny zapach, dobrze nawilża i się nie klei. Jest też wydajny.
A Wy znacie to masełko? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie? A może skusicie się na jego zakup?
Buziaki, Margaritess. :)
poniedziałek, 17 października 2016
Wellness & Beauty, Peeling do ciała, Olejek z mango i kokosa
Bardzo lubię peelingi do ciała i to na pewno nie jest dla Was żadną nowością, ponieważ często pojawiają się na moim blogu recenzje tego rodzaju kosmetyków. Lubię testować nowe peelingi, choć znalazłam już kilka, które w zupełności spełniają moje oczekiwania. Peeling z olejkiem mango i kokosa marki Wellness&Beauty, dostępnej w Rossmannie, od dawna wzbudzał moje zainteresowanie, jednak zawsze wybierałam coś innego. Jego regularna cena to 14 zł za 300 gram, ja jednak skusiłam się na niego, gdy był w promocji i kosztował około 10 zł.
Na opakowaniu jest podane, że jest to peeling cukrowo-olejowy, co by się zgadzało z jego konsystencją, jednak na niektórych stronach w Internecie jest napisane, że jest to peeling solny, co również by się zgadzało patrząc na to jak szczypie w miejscach podrażnionych.
Po otworzeniu na górze peelingu widoczna jest oddzielona warstwa olejowa, którą miesza się z peelingiem podczas używania. Peeling ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję, która nie spływa z dłoni, jednak jest trochę tępa przy nakładaniu. Peeling jest bardzo drobno zmielony, jednak te drobinki są dość ostre, co czyni go całkiem dobrym zdzierakiem.
Peeling dobrze ściera martwy naskórek pozostawiając skórę gładką i miękką w dotyku. Jednak przez to, że jest z dodatkiem olejku, jest bardzo tłusty, BARDZO. Po jego użyciu wszystko się klei, począwszy od miejsc, na które go używam, przez dłonie aż po wannę. Ta lepkość nie spłukuje się wraz z wodą tylko pozostaje na skórze. Ciało jest gładkie i dobrze nawilżone, jednak lepkość pozostaje a ja niestety bardzo nie lubię tego uczucia.
Niestety może trochę podrażniać uszkodzony naskórek. Użyty po goleniu nóg mocno szczypie, choć to trwa tylko chwilę. Domyślam się, że jeżeli macie jakieś otarcia, zadrapania, pozadzierane skórki, to również będzie Was szczypał. Zapach jest bardzo neutralny, mało wyczuwalny i trochę sztuczny. Ja go w ogóle nie wyczuwam podczas użytkowania. Na plus zasługuje opakowanie - słoiczek - który bardzo mi się podoba, fajnie i ciekawie wygląda w łazience oraz dzięki niemu można kosmetyk zużyć do końca.
Podsumowując, peeling jest dobry. Fajnie radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka oraz nawilża skórę. Jednak jest bardzo tłusty i pozostawia lepką powłoczkę na skórze, którą czuć jeszcze długo po skończonej kąpieli. Raczej do niego już nie wrócę, choć mam jeszcze ochotę na jego inne wersje. Zobaczymy. Ale ten wypadł u mnie średnio.
A Wy znacie ten peeling? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
Na opakowaniu jest podane, że jest to peeling cukrowo-olejowy, co by się zgadzało z jego konsystencją, jednak na niektórych stronach w Internecie jest napisane, że jest to peeling solny, co również by się zgadzało patrząc na to jak szczypie w miejscach podrażnionych.
Po otworzeniu na górze peelingu widoczna jest oddzielona warstwa olejowa, którą miesza się z peelingiem podczas używania. Peeling ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję, która nie spływa z dłoni, jednak jest trochę tępa przy nakładaniu. Peeling jest bardzo drobno zmielony, jednak te drobinki są dość ostre, co czyni go całkiem dobrym zdzierakiem.
Peeling dobrze ściera martwy naskórek pozostawiając skórę gładką i miękką w dotyku. Jednak przez to, że jest z dodatkiem olejku, jest bardzo tłusty, BARDZO. Po jego użyciu wszystko się klei, począwszy od miejsc, na które go używam, przez dłonie aż po wannę. Ta lepkość nie spłukuje się wraz z wodą tylko pozostaje na skórze. Ciało jest gładkie i dobrze nawilżone, jednak lepkość pozostaje a ja niestety bardzo nie lubię tego uczucia.
Niestety może trochę podrażniać uszkodzony naskórek. Użyty po goleniu nóg mocno szczypie, choć to trwa tylko chwilę. Domyślam się, że jeżeli macie jakieś otarcia, zadrapania, pozadzierane skórki, to również będzie Was szczypał. Zapach jest bardzo neutralny, mało wyczuwalny i trochę sztuczny. Ja go w ogóle nie wyczuwam podczas użytkowania. Na plus zasługuje opakowanie - słoiczek - który bardzo mi się podoba, fajnie i ciekawie wygląda w łazience oraz dzięki niemu można kosmetyk zużyć do końca.
Podsumowując, peeling jest dobry. Fajnie radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka oraz nawilża skórę. Jednak jest bardzo tłusty i pozostawia lepką powłoczkę na skórze, którą czuć jeszcze długo po skończonej kąpieli. Raczej do niego już nie wrócę, choć mam jeszcze ochotę na jego inne wersje. Zobaczymy. Ale ten wypadł u mnie średnio.
A Wy znacie ten peeling? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
wtorek, 20 września 2016
Avon, Planet Spa, Pianka pod prysznic z ekstraktem z nasion Moringa
Przepraszam za chwilową ciszę na blogu, ale chyba dopadło mnie jesienne przesilenie. Postaram się jednak pisać regularnie, bo daje mi to naprawdę dużo radości :)
Dziś przychodzę do Was z kosmetykiem, który jest dla mnie zupełną nowością i nigdy czegoś takiego nie używałam. Mam na myśli oczyszczająco-rewitalizującą piankę pod prysznic z ekstraktem z nasion Moringa z Avon z serii Planet Spa. Nigdy wcześniej nie używałam pianki pod prysznic, wiec byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku.
Pianka zamknięta jest w wygodnej butelce z pompką, dzięki której z opakowania wychodzi nie za duża ilość kosmetyku, ale przynajmniej nic się nie marnuje. Ma bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, który nie utrzymuje się na skórze.
Kosmetyk ma konsystencję pianki, która jest bardzo przyjemna i delikatna. Niestety bardzo słabo się pieni i dosłownie znika z ciała. Po użyciu na gąbkę praktycznie nic nie zostaje na ciele, aplikowana na samo ciało zachowuje się nieco lepiej jednak i tak nie jestem w stanie się nią umyć... Tak jak wspomniałam, bardzo mało się pieni, kiepsko rozsmarowuje się na ciele, pozostawia jakąś lepką powłoczkę, przez co musiałam myć się drugi raz zwykłym żelem pod prysznic, bo zwyczajnie nie czułam się po niej czysta.
Pierwszy raz spotykam się z kosmetykiem myjącym, który tak właściwie w ogóle nie myje. No bo jak się umyć czymś co się nie pieni i znika z ciała. Pianka ma pojemność 150 ml i kosztuje około 15 zł ( zależy od katalogu ). Nie jest wydajna, bo na jedno mycie zużyłam chyba pół opakowania a i tak efekt nie był taki jak powinien być.
Podsumowując, pianka kompletnie się u mnie nie sprawdziła i na pewno do niej nie wrócę. Może używana bez gąbki oraz z większą cierpliwością przyniosłaby zamierzony efekt, ale jakoś nie mam ochoty dawać jej kolejnych szans. Plusem jest opakowanie i gdyby był to żel a nie pianka, to myślę, że moje zdanie byłoby inne :)
A Wy znacie ten kosmetyk? Używałyście tej pianki? Co o niej myślicie?
Buziaki, Margaritess. :)
PS. Zapraszam Was na mój Instagram - KLIK, tam jestem prawie codziennie :)
Dziś przychodzę do Was z kosmetykiem, który jest dla mnie zupełną nowością i nigdy czegoś takiego nie używałam. Mam na myśli oczyszczająco-rewitalizującą piankę pod prysznic z ekstraktem z nasion Moringa z Avon z serii Planet Spa. Nigdy wcześniej nie używałam pianki pod prysznic, wiec byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku.
Pianka zamknięta jest w wygodnej butelce z pompką, dzięki której z opakowania wychodzi nie za duża ilość kosmetyku, ale przynajmniej nic się nie marnuje. Ma bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, który nie utrzymuje się na skórze.
Kosmetyk ma konsystencję pianki, która jest bardzo przyjemna i delikatna. Niestety bardzo słabo się pieni i dosłownie znika z ciała. Po użyciu na gąbkę praktycznie nic nie zostaje na ciele, aplikowana na samo ciało zachowuje się nieco lepiej jednak i tak nie jestem w stanie się nią umyć... Tak jak wspomniałam, bardzo mało się pieni, kiepsko rozsmarowuje się na ciele, pozostawia jakąś lepką powłoczkę, przez co musiałam myć się drugi raz zwykłym żelem pod prysznic, bo zwyczajnie nie czułam się po niej czysta.
Pierwszy raz spotykam się z kosmetykiem myjącym, który tak właściwie w ogóle nie myje. No bo jak się umyć czymś co się nie pieni i znika z ciała. Pianka ma pojemność 150 ml i kosztuje około 15 zł ( zależy od katalogu ). Nie jest wydajna, bo na jedno mycie zużyłam chyba pół opakowania a i tak efekt nie był taki jak powinien być.
Podsumowując, pianka kompletnie się u mnie nie sprawdziła i na pewno do niej nie wrócę. Może używana bez gąbki oraz z większą cierpliwością przyniosłaby zamierzony efekt, ale jakoś nie mam ochoty dawać jej kolejnych szans. Plusem jest opakowanie i gdyby był to żel a nie pianka, to myślę, że moje zdanie byłoby inne :)
A Wy znacie ten kosmetyk? Używałyście tej pianki? Co o niej myślicie?
Buziaki, Margaritess. :)
PS. Zapraszam Was na mój Instagram - KLIK, tam jestem prawie codziennie :)
sobota, 27 sierpnia 2016
Isana, Kremowo-olejowy peeling pod prysznic z olejkiem migdałowym i perełkami masującymi
Znacie już moją miłość do peelingów oraz do tego, by cały czas testować nowe. Mam już kilku swoich ulubieńców, ale zawsze z chęcią skuszę się na coś, czego jeszcze nie próbowałam. Tym właśnie sposobem trafił do mnie kremowo-olejowy peeling pod prysznic z olejkiem migdałowym i perełkami masującymi Isana. Muszę przyznać, że lubię firmę Isana, wiele rzeczy od niej mi pasuje, jednak ich peelingi to chyba jednak nie moja bajka.
Peeling bardzo przyjemnie, delikatnie pachnie. Zapach nie utrzymuje się na skórze. Konsystencję ma kremową, ale trochę wodnistą, która może spływać z dłoni. Na pierwszy rzut oka nie widać w nim żadnych drobinek peelingujących. Po nałożeniu na skórę, czuć jakieś drobinki, które bardziej przypominają piasek. Są bardzo delikatne, drobno zmielone i jest ich mało, przez co sam peeling jest dla mnie zbyt łagodny, ponieważ średnio peelinguje moją skórę.
Peeling w nazwie ma "kremowo-olejowy", ale nie jest olejowy, nie jest też tłusty ani klejący. Nie nawilża, ale też nie podrażnia ani nie wysusza. Słabo radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka. Pozostawia skórę lekko gładką, ale to nie jest to, co po innych peelingach.
Peeling ma pojemność 200 ml i kosztuje około 6 zł, więc niedrogo. Ten produkt nie jest zły, ale dla mnie jest zbyt słaby, średnio ściera martwy naskórek. Ja potrzebuję mocniejszego zdzieraka. Mimo ładnego zapachu i nie najgorszego działania, raczej do niego nie wrócę.
Znacie ten peeling? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Buziaki, Margaritess. :)
Peeling bardzo przyjemnie, delikatnie pachnie. Zapach nie utrzymuje się na skórze. Konsystencję ma kremową, ale trochę wodnistą, która może spływać z dłoni. Na pierwszy rzut oka nie widać w nim żadnych drobinek peelingujących. Po nałożeniu na skórę, czuć jakieś drobinki, które bardziej przypominają piasek. Są bardzo delikatne, drobno zmielone i jest ich mało, przez co sam peeling jest dla mnie zbyt łagodny, ponieważ średnio peelinguje moją skórę.
Peeling w nazwie ma "kremowo-olejowy", ale nie jest olejowy, nie jest też tłusty ani klejący. Nie nawilża, ale też nie podrażnia ani nie wysusza. Słabo radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka. Pozostawia skórę lekko gładką, ale to nie jest to, co po innych peelingach.
Peeling ma pojemność 200 ml i kosztuje około 6 zł, więc niedrogo. Ten produkt nie jest zły, ale dla mnie jest zbyt słaby, średnio ściera martwy naskórek. Ja potrzebuję mocniejszego zdzieraka. Mimo ładnego zapachu i nie najgorszego działania, raczej do niego nie wrócę.
Znacie ten peeling? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Buziaki, Margaritess. :)
poniedziałek, 18 lipca 2016
Nivea, Wygładzajace mleczko do ciała, Smooth Sensation
Wiecie już, że latem zdecydowanie bardziej lubię używać mleczka, lekkie balsamy do ciała niż masła. Ale to chyba większość z nas tak ma, że kiedy jest gorąco, nie mamy ochoty smarować się ciężkim i tłustym masłem :) Wygładzające mleczko co ciała Nivea, Smooth Sensation dostałam chyba na Gwiazdkę, ale dopiero wiosną zaczęłam je używać, gdyż chciałam zostawić je sobie ne cieplejsze dni.
Ma lekką konsystencję, która bardzo dobrze się rozsmarowuje i nie jest tępa. Jednak mimo tego, że jest lekkie to jednak jest trochę tłuste i niestety dość wolno się wchłania. Na początku myślałam, że pozostawia tłusty film na skórze, ale gdy dokładniej się temu przyjrzałam okazało się, że ono po prostu długo się wchłania. Ale gdy już się wchłonie, to nie ma na skórze żadnej tłustej powłoczki co jest dużym plusem, tylko szkoda, że trzeba trochę poczekać aż się wchłonie.
Zapach ma bardzo ładny, delikatny i przyjemne. Pachnie bardzo podobnie do tej klasycznej podstawowej wersji kremu Nivea. Zapach utrzymuje się na skórze, dzięki czemu nasza skóra bardzo subtelnie pachnie. Jego pojemność to 250 ml a cena w granicach 15-20 zł, w zależności w której drogerii.
Działanie tego mleczka jest bardzo fajne i mogę je Wam polecić. Dobrze nawilża i wygładza skórę, nie podrażnia ani nie powoduje zaczerwienień. Jedyny minus to długość wchłaniania, ale i tak bardzo je polubiłam :)
Znacie to mleczko? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Buziaki, Margaritess. :)
Skład:
Mleczko zamknięte jest w bardzo wygodnej tubce, z której bez problemu można je wydostać. Jest przeznaczone dla skóry suchej. Działanie tego mleczka jest naprawdę bardzo dobre. Świetnie nawilża skórę, wygładza i zmiękcza. Ma lekką konsystencję, która bardzo dobrze się rozsmarowuje i nie jest tępa. Jednak mimo tego, że jest lekkie to jednak jest trochę tłuste i niestety dość wolno się wchłania. Na początku myślałam, że pozostawia tłusty film na skórze, ale gdy dokładniej się temu przyjrzałam okazało się, że ono po prostu długo się wchłania. Ale gdy już się wchłonie, to nie ma na skórze żadnej tłustej powłoczki co jest dużym plusem, tylko szkoda, że trzeba trochę poczekać aż się wchłonie.
Zapach ma bardzo ładny, delikatny i przyjemne. Pachnie bardzo podobnie do tej klasycznej podstawowej wersji kremu Nivea. Zapach utrzymuje się na skórze, dzięki czemu nasza skóra bardzo subtelnie pachnie. Jego pojemność to 250 ml a cena w granicach 15-20 zł, w zależności w której drogerii.
Działanie tego mleczka jest bardzo fajne i mogę je Wam polecić. Dobrze nawilża i wygładza skórę, nie podrażnia ani nie powoduje zaczerwienień. Jedyny minus to długość wchłaniania, ale i tak bardzo je polubiłam :)
Znacie to mleczko? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Buziaki, Margaritess. :)
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Isana, Peeling pod prysznic z proteinami mlecznymi
Ostatnio miałam okazję używać kilku nowych peelingów, które średnio się u mnie sprawdziły, dlatego teraz wracam już do tych ulubionych. Ale zanim to nastąpi, to pokażę Wam jeszcze ostatni nowy peeling, który zagościł w mojej łazience. Jest to peeling pod prysznic z proteinami mlecznymi Isana.
Jest to peeling drobnoziarnisty. Swoją drogą nie wiem czemu mam skłonność do wybierania takich peelingów, skoro zdecydowanie bardziej wolę te gruboziarniste :) Opakowanie ma bardzo proste i nie nachalne. Zamknięty jest w wygodnej tubce, która jest miękka i nie ma problemu z wydostaniem z niej kosmetyku.
Ma bardzo ładny, przyjemny i delikatny zapach, który kojarzy mi się z czystością i świeżością. Niestety jest niewydajny, ponieważ jest rzadki i mimo, że jego pojemność to 200 ml, to wystarczył mi na około tydzień. Nie podrażnia skóry, nie wysusza ani nie powoduje żadnych zaczerwienień.
Jest niedrogi, bo kosztuje trochę ponad 5 zł, ale jest niewydajny i słabo radzi sobie z peelingowaniem skóry. Raczej do niego nie wrócę, znam lepsze peelingi :)
A Wy znacie ten peeling? Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
Jest to peeling drobnoziarnisty. Swoją drogą nie wiem czemu mam skłonność do wybierania takich peelingów, skoro zdecydowanie bardziej wolę te gruboziarniste :) Opakowanie ma bardzo proste i nie nachalne. Zamknięty jest w wygodnej tubce, która jest miękka i nie ma problemu z wydostaniem z niej kosmetyku.
Skład:
Peeling ma rzadką konsystencję, która jak widać na zdjęciu, lubi spływać z dłoni. Jest bardzo delikatny. Posiada dość mało drobinek, które są słabe i średnio radzą sobie ze ścieraniem martwego naskórka. To bardziej żel pod prysznic, chociaż też nie do końca, bo w ogóle się nie pieni. Efekt daje bardzo słaby. Niby skóra jest wygładzona, ale nie tak jak po innych peelingach. Ma bardzo ładny, przyjemny i delikatny zapach, który kojarzy mi się z czystością i świeżością. Niestety jest niewydajny, ponieważ jest rzadki i mimo, że jego pojemność to 200 ml, to wystarczył mi na około tydzień. Nie podrażnia skóry, nie wysusza ani nie powoduje żadnych zaczerwienień.
Jest niedrogi, bo kosztuje trochę ponad 5 zł, ale jest niewydajny i słabo radzi sobie z peelingowaniem skóry. Raczej do niego nie wrócę, znam lepsze peelingi :)
A Wy znacie ten peeling? Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
czwartek, 9 czerwca 2016
Lirene, Kokosowy peeling solny
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego peelingu do ciała. Nowe peelingi Lirene poznałam w grudniu, przetestowałam wszystkie trzy - Żurawinowy - KLIK, Mango - KLIK oraz Kokos, o którym piszę dzisiaj. Kokosowy peeling solny Lirene niestety wypadł najsłabiej z całej trójki.
Zapach też jest dość kiepski. Nie bardzo czuję w nim kokos, zapach jest raczej chemiczny, trochę alkoholowy. Może po dłuższym wąchaniu czuć odrobinę kokosa, ale zapach nie przypadł mi do gustu. Peeling nie nawilża ani nie wygładza skóry. Naprawdę kiepsko się u mnie sprawdził, na pewno do niego nie wrócę. Za tubkę 220 g zapłacimy około 14 zł.
Używałyście któryś z tych peelingów? Jakie macie o nich zdanie? A może planujecie któryś kupić? Czekam na Wasze komentarze ♥
Buziaki, Margaritess. :)
Skład:
Propylene, Glycol Glycerin, Sodium Chloride, Sugar, Silica, Dimethyl, Silylate, Glyceryl Stearate, Peg -100 Stearate, Sodium Laureth Sulfate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben. Parfum, Benzyl Salicylat, Coumarin, Benzyl Benzoate
Lirene kokosowy peeling solny delikatnie oczyszcza ciało, a jego zapach
relaksuje i odpręża, pozostając długo na skórze. Lirene kokosowy peeling
solny zawiera delikatne drobinki solne, które złuszczają i odświeżają
skórę, dzięki czemu zapewniają wygładzenie oraz piękny, zdrowy koloryt.
Dzięki wysokiej zawartości Glicerinum Purum, peeling dostarcza optymalną
dawkę nawilżenia i pozostawia uczucie jedwabiście miękkiej i jędrnej
skóry.
Kokosowy peeling, tak jak pozostałe, ma bardzo ładną, minimalistyczną szatę graficzną. Przyciąga oko. Peeling ma dość gęstą konsystencję, trochę za gęstą jak na opakowanie w tubce i ciężko go wydostać. Posiada niezbyt wiele drobno zmielonych drobinek, które są naprawdę bardzo delikatne. Nie wiem czemu, ale ten peeling dość ciężko rozsmarowuje się na skórze. Moim zdaniem, średnio ściera martwy naskórek. Skóra nie jest aż tak wygładzona jak po innych peelingach, jest jedynie miękka, ale nie jest zbyt gładka.Zapach też jest dość kiepski. Nie bardzo czuję w nim kokos, zapach jest raczej chemiczny, trochę alkoholowy. Może po dłuższym wąchaniu czuć odrobinę kokosa, ale zapach nie przypadł mi do gustu. Peeling nie nawilża ani nie wygładza skóry. Naprawdę kiepsko się u mnie sprawdził, na pewno do niego nie wrócę. Za tubkę 220 g zapłacimy około 14 zł.
Teraz przedstawię Wam ranking peelingów Lirene.
W mojej ocenie, najlepszy z tych wszystkich peelingów jest Żurawinowy peeling cukrowy, o którym pisałam TUTAJ. To on najlepiej spełnił moje oczekiwania, jest gruboziarnisty i świetnie radzi sobie z martwym naskórkiem. Dodatkowo cudownie pachnie. Drugie miejsce zajmuje Ujędrniający peeling MANGO, o którym pisałam TUTAJ. Jest trochę słabszy od żurawinowego, ale nadal dobrze peelinguje skórę, która jest po nim gładka i przyjemna w dotyku. Zapach również bardzo mi się podoba. Oba te peelingi bardzo Wam polecam. Ostatnie miejsce zajmuje Kokosowy peeling solny, z powyższej opinii dowiedziałyście się dlaczego :) Być może sprawdzi się osobom, które lubią drobnoziarniste peelingi, ja jednak zdecydowanie wolę mocniejsze zdzieraki, zwłaszcza, że ten nie do końca radzi sobie z peelingiem skóry.Używałyście któryś z tych peelingów? Jakie macie o nich zdanie? A może planujecie któryś kupić? Czekam na Wasze komentarze ♥
Buziaki, Margaritess. :)
środa, 1 czerwca 2016
Hean, Slim no limit, Peeling do ciała Owocowe SPA
Wracam do Was z kosmetycznymi recenzjami, mam nadzieję, że się cieszycie :) Ostatnio nie miałam głowy do kosmetyków, ale może teraz się to zmieni. Dziś będzie o peelingu do ciała Hean, Owocowe SPA o zapachu jagód acai i wiśni japońskich. Ten peeling używałam jakiś czas temu i już go zużyłam, ale dopiero teraz mam okazję o nim napisać.
Dobrze się u mnie sprawdził i pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Mogę go Wam polecić. Za 200 ml kosztuje poniżej 10 zł, dostaniecie go w Rossmannie.
Znacie ten peeling? Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Buziaki, Margaritess. :)
Skład:
Peeling zamknięty jest w miękkiej tubce, dzięki czemu jesteśmy w stanie wycisnąć produkt prawie do samego końca :) Pachnie całkiem przyjemnie, owocowo, powiedziałabym nawet, że wiśniowo. Zapach nie jest zbyt intensywny i nie utrzymuje się na skórze.
Peeling posiada wiele drobno zmielonych drobinek, które bardzo dobrze peelingują skórę. Peeling jest dość delikatny, ale naprawdę dobrze radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka. Moim zdaniem jest to peeling drobnoziarnisty, choć da się w nim wyczuć mocniejsze drobinki. Skóra jest po nim ładnie wygładzona. Nie podrażnia ani nie wysusza skóry. Nie miałam też po nim żadnych zaczerwienień. Nadaje się do używania zarówno na sucho jak i na mokro, dobrze się go nakłada i nie spływa z ciała. Peeling nie jest tłusty i nie pozostawia lepiącego filmu na skórze.Dobrze się u mnie sprawdził i pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Mogę go Wam polecić. Za 200 ml kosztuje poniżej 10 zł, dostaniecie go w Rossmannie.
Znacie ten peeling? Używałyście go? Jak się u Was sprawdził?
Buziaki, Margaritess. :)
czwartek, 5 maja 2016
Sweet Secret, Szarlotkowe masło do ciała
Bardzo lubię masła do ciała, choć gdy robi się cieplej na dworze, wolę używać coś lżejszego. Jednak mam w zapasie kilka maseł, które planuję zużyć do lata :) Obecnie jestem zachwycona szarlotkowym masłem do ciała, Sweet Secret, które dostałam pod choinkę. Sam wygląd opakowania bardzo do mnie przemawia a że szarlotkę uwielbiam... :)
Skład: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cera Alba (Beeswax), Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Parfum (Fragrance), Propylene Glycol, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Hydrolyzed Milk Protein, Lactose, Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Oil, Inulin Lauryl Carbamate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane- 1,3-Diol, BHA, E150C, CI 16255, Cinnamal.
Lubię masła do ciała w słoiczkach/pudełkach, bo można zużyć je do samego końca i nic się nie marnuje. Masło ma gęstą, zbitą konsystencję, która bardzo fajnie się rozsmarowuje. Przypomina takie prawdziwe masło - z wierzchu twarde a po kontakcie z ciepłem dłoni mięknie i ładnie się rozprowadza.
Masło w miarę szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki na skórze. Bardzo dobrze nawilża ciało skóra po nim jest bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Bardzo podoba mi się też zapach. Pachnie jak szarlotka z cynamonem. Według mnie zapach nie jest sztuczny ani chemiczny. Naprawdę przypomina mi szarlotkę mojej Babci :) Cynamon nie jest mocno wyczuwalny.
Szarlotkowe masło do ciała Sweet Secret bardzo przypadło mi do gustu. Pięknie pachnie, dobrze nawilża ciało i nie jest zbyt tłuste. Jego pojemność to 225 g a cena to około 12-14 zł. Bardzo je Wam polecam :)
Znacie to masło? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
Skład: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cera Alba (Beeswax), Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Parfum (Fragrance), Propylene Glycol, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Hydrolyzed Milk Protein, Lactose, Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Oil, Inulin Lauryl Carbamate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane- 1,3-Diol, BHA, E150C, CI 16255, Cinnamal.
Lubię masła do ciała w słoiczkach/pudełkach, bo można zużyć je do samego końca i nic się nie marnuje. Masło ma gęstą, zbitą konsystencję, która bardzo fajnie się rozsmarowuje. Przypomina takie prawdziwe masło - z wierzchu twarde a po kontakcie z ciepłem dłoni mięknie i ładnie się rozprowadza.
Masło w miarę szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki na skórze. Bardzo dobrze nawilża ciało skóra po nim jest bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Bardzo podoba mi się też zapach. Pachnie jak szarlotka z cynamonem. Według mnie zapach nie jest sztuczny ani chemiczny. Naprawdę przypomina mi szarlotkę mojej Babci :) Cynamon nie jest mocno wyczuwalny.
Szarlotkowe masło do ciała Sweet Secret bardzo przypadło mi do gustu. Pięknie pachnie, dobrze nawilża ciało i nie jest zbyt tłuste. Jego pojemność to 225 g a cena to około 12-14 zł. Bardzo je Wam polecam :)
Znacie to masło? Używałyście go? Jakie macie o nim zdanie?
Pozdrawiam, Margaritess. :)
wtorek, 5 kwietnia 2016
Be Beauty, Sole do kąpieli
Już od dłuższego czasu jest "moda" na różne dodatki do kąpieli - bomby, kule musujące, babeczki nawilżające, płyny do kąpieli - wszystko po to, aby umilić sobie czas spędzony w wannie, aby trochę się zrelaksować po ciężkim dniu. Wszystkie te produkty mają za zadanie zrobić fajną pianę oraz pielęgnować skórę. Ale czy ktoś jeszcze pamięta o zwyczajnych solach do kąpieli? Solach, które być może nie robią spektakularnej piany, ale które mają działanie aromaterapeutyczne i oczyszczające. Nie trzeba wydawać na nie dużej sumy pieniędzy, wystarczy sięgnąć po sole do kąpieli Be Beauty z Biedronki. Ja posiadam relaksującą sól do kąpieli - morską oraz kojąca sól do kąpieli Cherry Blossom.
Sól ma działanie oczyszczające, detoksykujące oraz aromaterapeutyczne. Ma działać relaksująca i odprężająco. Sól Be Beauty posiada wszystkie te cechy. Zarówno sól morska jak i cherry blossom mają bardzo przyjemne, orzeźwiające i relaksujące zapachy. Gdy je wącham, mam wrażenie, że znajduję się w jakimś SPA nad morzem, mimo, ze nigdy w takim nie byłam, ale te zapachy tak mi się kojarzą :)
Relaksująca sól morska posiada dość spore kryształki soli, które barwią wodę na piękny niebieski kolor. Szybko się rozpuszczają i uwalniają piękny, orzeźwiający morski zapach, który utrzymuje się przez całą kąpiel.
Kojąca sól do kąpieli Cherry Blossom również posiada duże drobinki soli, które barwią wodę na jasno różowy kolor. Kryształki są dwukolorowe, jasno i ciemno różowe. Szybko rozpuszczają się w wodzie i uwalniają ładny, kwiatowy, ale orzeźwiający zapach.
Sole do kąpieli Be Beauty fajnie zmiękczają wodę, dzięki czemu skóra nie robi się sucha. Może nie nawilżają jakoś szczególnie, ale szczerze mówiąc nie ma to dla mnie znaczenia, bo od nawilżania mam inne kosmetyki. Jednak plusem jest to, że nie wysuszają skóry. Sole zamknięte są w 600 ml plastikowych butelkach, które są bardzo wygodne w użytkowaniu. Cena jednej soli to około 3-4 zł, więc jak najbardziej się opłaca :)
Szczerze polecam Wam wypróbowanie soli z Biedronki, bo są tanie, wydajne, pięknie pachną i spełniają swoje zadanie.
Znacie sole do kąpieli Be Beauty? Jakie macie o nich zdanie? Czekam na Wasze opinie ♥
Pozdrawiam, Margaritess. :)
Sól ma działanie oczyszczające, detoksykujące oraz aromaterapeutyczne. Ma działać relaksująca i odprężająco. Sól Be Beauty posiada wszystkie te cechy. Zarówno sól morska jak i cherry blossom mają bardzo przyjemne, orzeźwiające i relaksujące zapachy. Gdy je wącham, mam wrażenie, że znajduję się w jakimś SPA nad morzem, mimo, ze nigdy w takim nie byłam, ale te zapachy tak mi się kojarzą :)
Relaksująca sól morska posiada dość spore kryształki soli, które barwią wodę na piękny niebieski kolor. Szybko się rozpuszczają i uwalniają piękny, orzeźwiający morski zapach, który utrzymuje się przez całą kąpiel.
Kojąca sól do kąpieli Cherry Blossom również posiada duże drobinki soli, które barwią wodę na jasno różowy kolor. Kryształki są dwukolorowe, jasno i ciemno różowe. Szybko rozpuszczają się w wodzie i uwalniają ładny, kwiatowy, ale orzeźwiający zapach.
Sole do kąpieli Be Beauty fajnie zmiękczają wodę, dzięki czemu skóra nie robi się sucha. Może nie nawilżają jakoś szczególnie, ale szczerze mówiąc nie ma to dla mnie znaczenia, bo od nawilżania mam inne kosmetyki. Jednak plusem jest to, że nie wysuszają skóry. Sole zamknięte są w 600 ml plastikowych butelkach, które są bardzo wygodne w użytkowaniu. Cena jednej soli to około 3-4 zł, więc jak najbardziej się opłaca :)
Szczerze polecam Wam wypróbowanie soli z Biedronki, bo są tanie, wydajne, pięknie pachną i spełniają swoje zadanie.
Znacie sole do kąpieli Be Beauty? Jakie macie o nich zdanie? Czekam na Wasze opinie ♥
Pozdrawiam, Margaritess. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































